Elbanowska: naprawdę nietrudno odebrać dzieci w Polsce
Karolina Elbanowska, prezes Fundacji i Stowarzyszenia Rzecznik Praw Rodziców, krytycznie ocenia działania instytucji wobec rodziny z warszawskiej Białołęki. Dwoje małych dzieci trafiło do placówki opiekuńczo-wychowawczej po interwencji, w którą zaangażowała się Rzecznik Praw Dziecka Monika Horna-Cieślak. Sąd nakazał później ich natychmiastowy powrót do rodziców, wskazując m.in. na możliwe znamiona „przemocy instytucjonalnej”
Sprawa rozpoczęła się w sierpniu na warszawskiej Białołęce. Monika Horna-Cieślak była świadkiem sytuacji, w której matka szarpnęła kilkuletnie dziecko i krzyczała na nie. Matka tłumaczyła później, że zareagowała w ten sposób, gdy dziecko wbiegło na jezdnię. Rzeczniczka zawiadomiła policję, utrzymując, że była świadkiem przemocy fizycznej i psychicznej.
Ostatecznie dzieci zostały umieszczone w placówce opiekuńczo-wychowawczej. Sąd nakazał jednak ich natychmiastowy powrót do rodziców i ocenił zastosowane środki jako rażąco nieproporcjonalne. Zwrócił także uwagę na możliwość wykorzystania autorytetu urzędu RPD do forsowania stanowiska o konieczności odebrania dzieci.
Elbanowska podkreśla, że w działalności swojej fundacji regularnie spotyka się ze sprawami dotyczącymi ingerencji instytucji publicznych w życie rodzin. Jak podaje, organizacja zajmuje się około 300 takimi przypadkami rocznie. Jej zdaniem problem jest znacznie szerszy niż głośna obecnie historia z Białołęki.
– Mamy około 300 spraw rocznie, kiedy właśnie na różnym szczeblu instytucjonalnym są te ingerencje w rodzinę, często zupełnie nieuzasadnione – powiedziała Elbanowska.
„To się dzieje codziennie”
Prezes Fundacji Rzecznik Praw Rodziców przypomniała również o zasadach kontroli decyzji dotyczących interwencyjnego odebrania dziecka. Według jej relacji organizacja zabiegała przed laty o wprowadzenie szybkiej kontroli sądowej takich działań. Elbanowska krytycznie ocenia jednak sposób, w jaki mechanizm ten funkcjonuje w praktyce.
Jej zdaniem sądy zbyt często opierają się przede wszystkim na materiałach przedstawionych przez instytucje, a rodzice mają ograniczoną możliwość przedstawienia własnego stanowiska. Dlatego rozstrzygnięcie dotyczące rodziny z Białołęki uznała za sytuację wyjątkową.
– Widzimy, że jest to tak naprawdę działanie pro forma, to znaczy jeśli urzędnicy dostarczą sądowi takich właśnie argumentów, no to sąd co do zasady klepie to automatycznie. To są często posiedzenia niejawne, na których rodzice nawet nie mają prawa się bronić – oceniła.
Elbanowska nie zgadza się również z przedstawianiem wydarzeń na Białołęce jako jednostkowego przypadku. W jej ocenie wyjątkowa jest przede wszystkim skala zainteresowania opinii publicznej i zdecydowana reakcja sądu. Przekonuje, że podobne konflikty między rodzinami a instytucjami występują znacznie częściej, ale zazwyczaj nie przebijają się do mediów.
– To nie jest precedens. Ta sytuacja jest po prostu krzyczącym absurdem, ale to nie jest precedens. To się dzieje codziennie – powiedziała.
Spór o działania RPD
Monika Horna-Cieślak po publikacji informacji o sprawie przedstawiła własne stanowisko. Podkreśliła, że była świadkiem przemocy wobec dzieci i dlatego zawiadomiła odpowiednie służby. Oświadczyła również, że nie zgadza się na marginalizowanie przemocy wobec dzieci.
Elbanowska ocenia jednak, że w tej sprawie doszło do nadmiernej ingerencji instytucji w życie rodziny. Szczególnie krytycznie odnosi się do dysproporcji między pierwotnym zdarzeniem a późniejszymi działaniami wobec rodziców. Jej zdaniem przypadek pokazuje, jak trudna może być sytuacja rodziny skonfrontowanej z rozbudowanym aparatem instytucjonalnym.
– Jeśli mamy przeciwko sobie jakąś zwykłą, skromną rodzinę gdzieś tam z Białołęki, a przeciwko niej jest Rzecznik Praw Dziecka, który ma całe biuro, gdzie są prawnicy specjalizujący się w prawie rodzinnym, to tak nie działa – mówiła Elbanowska.
Prezes Fundacji Rzecznik Praw Rodziców uważa, że najważniejszym problemem nie jest zatem wyłącznie ocena zachowania obecnej RPD. W jej ocenie sprawa powinna skłonić do szerszej dyskusji o procedurach odbierania dzieci oraz możliwościach obrony rodziców przed nieuzasadnioną ingerencją instytucji.
– To naprawdę nie jest trudno, żeby odebrać dzieci w Polsce – podsumowała.


